|
|
olaboga bloguje...2010-02-05 18:53:402 Pierwszy (prawie bezpośredni) kontakt - 150 zł. No więc oglądamy to, co w budyniowym slangu, używanym w niektórych kręgach, zwie się fasolką. Ciemna plamka na zaszumionym tle. Jedna. - To ile to już komórek? - pytam doktor K., która umożliwiła mi to pierwsze spotkanie z lokatorem mojej macicy. K. zamiera z długą i wąską końcówką w dłoni, dopiero co wyciągniętą z wnętrza w/w: - Jedna. - odpowiada. - Drugiej nie widać, ale może się jeszcze pokaże. Wyznacza termin kolejnego spotkania (za dwa tygodnie), wypisuje tonę lekarstw, zabiera się do wypisywania L-4. Protestuję histerycznie, ale nic to nie daje, mam się dać dobrowolnie zamknąć w domu na dwa tygodnie. M. z dalekiego kontynentu pisze, że powinnam się przestawić na tryb hibernacji, a pomóc ma mi w tym wyobraźnia, podjudzona śnieżnym widokiem zza okna. Problem w tym, że widok śniegu mnie nie kołysze, a wręcz przeciwnie: bodźcuje. Ech. Emocjonalnego kisielu po pierwszym spotkaniu nie zauważam. Jestem fasolo-odporna? skomentuj (0) 2010-01-31 22:32:25 1 13,60 - cena mokotowska. Szeleszczące opakowanie, poranny sssstrumień, pięć minut, dwie kreski. End of beztroska? Myślę, że będę tu częściej zaglądać. skomentuj (0) |
|
|